Jak wpadniesz w wartki nurt robienia tego, co lubisz i tego, co Ci wychodzi - to już nie będziesz chciał z niego wyjść. Rozmowa z Cyrylem Wysockim, Agile Coachem, który zajmuje się rozwijaniem efektywności squadów w Tribe Financial Markets. Wraz ze współpracownikami dba o całość transformacji Agile, szkoli, wspiera i rozwija zwinny sposób myślenia w organizacji. Prywatnie Cyryl jest muzykiem i wokalistą w zespołach Aneke i Vicky Blow.

Cyryl_Wysocki2

Jak odkryłeś swoją pasję?

Niby muzyka towarzyszyła mi od dziecka, ale dopiero kiedy miałem ok. 10 lat mogę powiedzieć, że przerodziła się w pasję. Dookoła mnie było pełno muzyki rockowej, śmiem twierdzić, że to był złoty okres tego gatunku w Polsce. Zacząłem eksplorować rynek sięgając po coraz mocniejsze i cięższe odmiany muzyki, w której prym wiodą gitary elektryczne. I ten właśnie instrument stał się moim codziennym towarzyszem. Każdego dnia odtwarzałem piosenki ulubionych artystów i tworzyłem swoje utwory. Niedługo potem zacząłem do nich również śpiewać. Przyszedł czas, że zacząłem szukać zespołu.

Od kiedy zajmujesz się graniem?

Grę w zespole zacząłem stosunkowo późno. Przez całą szkołę podstawową i prawie całe liceum szlifowałem swój warsztat, aż w końcu zdecydowałem się wziąć udział w pierwszych przesłuchaniach… i zostałem wokalistą :) Później były inne zespoły i inne instrumenty. Aktualnie śpiewam w dwóch zespołach Aneke oraz Vicky Blows. W tym drugim okazjonalnie sięgam po gitarę elektryczną i gitarę basową.

Kiedy odkryłeś, że Twoje hobby może być czymś więcej?

Muzyka to w moim przypadku w dużej mierze sposób życia. Nie czerpię z niej pieniężnych profitów. Daje mi dużo więcej :) Dzięki niej nauczyłem się regularności, uporu i niezłomności. Grałem codziennie, podnosząc moje umiejętności. Gdy napotykałem na trudności w zagraniu jakichś partii, siedziałem nad nim tak długo, aż zabrzmiały poprawnie. Za każdym razem staram się zagrać/zaśpiewać jak najlepiej. To przekłada się na moje codzienne życie. Poza tym, kiedy gram lub śpiewam, porządkuję sobie w głowie mnóstwo spraw. Gra pozwala na konfrontację tego, co poznałem, z tym, co już doświadczyłem. To brzmi dość abstrakcyjnie, ale gdyby nie muzyka, z pewnością byłbym zupełnie innym człowiekiem.

Czy najpierw odbiorcami była Twoja rodzina i przyjaciele?

Oj tak! Chociaż przez pierwsze lata grałem i śpiewałem tylko w zaciszu swojego pokoju. Kiedyś jednak moja siostra usłyszała mnie i stwierdziła, że całkiem nieźle mi wychodzi. To dało mi wiatru w żagle i ośmieliło mnie na przyszłość. Z kolei moi rodzice wiedzieli, że gram na gitarze. Nie mogli zresztą nie wiedzieć, skoro w swoim pokoju serwowałem na gitarze szesnastki z rozkręconego na max wzmacniacza. Nie wiedzieli jednak, że śpiewam. Pamiętam, że mama wybrała się na mój pierwszy koncert jako wokalisty i spodziewała się najgorszego. Skończyło się na łzach wzruszenia, bo nie spodziewała się, że ma tak zdolnego syna :)

Czy ktoś Cię zachęcał, żebyś zajął się tym na poważnie?

Ani nikt mnie nie zachęcał, ani nikt też nie wybijał mi tego z głowy. Wygrał czysty racjonalizm. Wiedziałem, że ścieżka muzyczna jest możliwa, co pokazało kilku moich kolegów, ale wiedziałem, że jest ona bardzo trudna i wyboista. Zdecydowałem się podtrzymywać pasję, ale zawodu szukałem gdzie indziej.

Muzyka to w moim przypadku w dużej mierze sposób życia. Nie czerpię z niej pieniężnych profitów. Daje mi dużo więcej :) Dzięki niej nauczyłem się regularności, uporu i niezłomności.

Cyryl Wysocki

Kiedy podjąłeś decyzję, żeby podzielić się ze światem swoją twórczością i zacząć działać nie tylko hobbistycznie?

To nadal jest bardziej hobby. No, a dzielić się staram od samego początku. Każdy wymyślony riff, każda następna piosenka napawała mnie dumą i chciałem się nią dzielić.

Co Ci daje ta działalność?

O tym, co daje mi muzyka, wspomniałem już wcześniej, ale uzupełnię to o jeszcze jedną rzecz. Bardzo lubię grać dla moich dzieci. Najczęściej coś tam sobie przy nich brzdękam, kiedy one się bawią. Czasami jednak dzieci proszą mnie, żebym zagrał jakąś melodię, która jest smutna, wesoła albo straszna. Innym razem gram melodię i pytam, z czym im się ona kojarzy. Albo wymyślam im jakąś piosenkę o dinozaurach i muszę ją później grać na okrągło. Dzieci się świetnie bawią, a ja mam nie lada satysfakcję.

Czy napotkałeś po drodze na jakieś bariery (wewnętrzne, zewnętrzne)?

No bywało różne. Brak sprzętu do grania (gitara, wzmacniacz). Trzeba było uzbierać pieniądze na wymarzone „wiosło”. Oszczędzałem, odkładałem każdy grosz, aż w końcu udało mi się uzbierać. Musiałem też podjąć decyzję, co dalej z trenowanym przez 12 lat łucznictwem (dodam, że z sukcesami). Zawody łucznicze zaczęły kolidować z koncertami. Wybrałem muzykę.

Podaj swój największy sukces i porażkę. Czego Cię nauczyły?

Sukcesem nazwałbym to, że udaje mi się znaleźć czas na realizację pasji w dwóch zespołach. To nie są profesjonalne zespoły, ale odbywam z nimi regularne próby przynajmniej 2 razy w tygodniu + ewentualne koncerty. Kiedyś tych prób było więcej, ale od momentu, kiedy w domu pojawiły się dzieci, musiałem zmienić swoje podejście i lepiej zarządzać swoim czasem. Jeśli chodzi o porażki, to tym razem zostawię je tylko dla siebie. Był przynajmniej jeden, który mógł mieć niemały wpływ na to jak moje życie wygląda teraz :)

Co możesz przekazać osobom, które wahają się, czy zacząć działać i korzystać ze swoich talentów?

Przede wszystkim życzę Wam dużo odwagi. Najtrudniej jest zrobić ten pierwszy krok. Później to już leci z górki. Jak wpadniesz w wartki nurt robienia tego, co lubisz i tego, co Ci wychodzi, to już nie będziesz chciał z niego wyjść. Pasja wciąga po uszy, musisz jej dać tylko szansę! :)