Praca zawodowa daje nam spełnienie, pewność i stabilizację. Ale w momentach zmęczenia ważne jest, żeby mieć swoją „odskocznię”, coś zupełnie innego. Czasami może to być niespełnione marzenie z dzieciństwa, czasami coś, czego spróbujemy i całkowicie nas pochłonie – ważne, żeby dawało nam szczęście! Rozmowa z Judytą Piotrowicz, koordynatorką Zespołu Zdalnej Obsługi Klienta - entuzjastką chustonoszenia oraz Agnieszką Stankiewicz, która na co dzień kieruje doradcami na infolinii, a prywatnie oddaje się swojej pasji - sztuce makijażu.

portet


Jak odkryłyście swój talent?

Judyta Piotrowicz: Talentem bym tego nie nazwała, ale moje zainteresowanie chustonoszeniem narodziło się ponad 5 lat temu wraz z chwilą, kiedy sama zostałam mamą. Powinnam raczej napisać chusto-mamą, bo to właśnie noszenie pozwoliło mi w pełni odnaleźć się w tej roli.
Agnieszka Stankiewicz: A ja odkąd pamiętam zawsze lubiłam przebierać się, układać włosy i malować. A makijażem interesuję się od kiedy „dorosłam” do wysokości półki, na której mama trzymała swoje kosmetyki :)

Kiedy odkryłyście, że Wasze hobby może być czymś więcej?

JP: Noszenie córki w chuście było dla mnie odkryciem i niezastąpioną pomocą w codziennym życiu. Chciałam się tym dzielić także z innymi. Czas płynął, Ulka rosła i „nosiłyśmy się” coraz mniej. Kiedy nasza historia chustowa dobiegała końca, pomyślałam, że wspaniale byłoby pozostać świadkiem narodzin kolejnych przygód z noszeniem… innych rodziców i dzieci. I dlatego poszłam na kurs doradczy, gdzie dowiedziałam się jeszcze więcej na ten temat. Nauczyłam się też odpowiedzialnie dzielić się swoją wiedzą praktyczną.
AS: Ja uświadomiłam sobie, że to może być coś więcej, kiedy pierwszy raz pomalowałam koleżankę, która była zachwycona efektem.

Czy najpierw Waszymi odbiorcami była rodzina, przyjaciele?

JP: Kiedy byłam aktywną chusto-mamą zdarzało mi się zachęcać znajome do tego, aby spróbowały, jak to jest. Pożyczałam moje chusty, dawałam namiary na doradczynie noszenia, służyłam pomocą i radą. I nadal chętnie to robię.
AS: Moimi pierwszymi modelkami były: starsza siostra, mama, koleżanki i kuzynki. Miałam ogromne wsparcie od rodziny, która zasugerowała naukę w tym kierunku, kiedy przy wyborze studiów mocno się wahałam co do swojej przyszłości.

Co Wam daje Wasza działalność?

JP: Ostatnimi czasy w pracy zawodowej niewiele udzielam się w działalności doradczej, ale każda taka możliwość jest dla mnie dużą przyjemnością. Jestem dumna i zadowolona, kiedy inni rodzice korzystają z moich rad i proponowanych rozwiązań. Wiem, że chustonoszenie niesie ze sobą wiele zalet, które mogę im zaoferować.
AS: Makijaż to dla mnie możliwość zrealizowania się artystycznie, poznaję przy tym mnóstwo ciekawych osób. Ogromną satysfakcją jest dla mnie zadowolenie a nawet wzruszenie u klientek, kiedy już pokazuję im lusterko i mogą zobaczyć efekt z bliska. Uwielbiam wydobywać piękno, które ma w sobie każda kobieta.

Czy zaczynałyście od czegoś innego niż teraz robicie?

JP: Mam na swoim koncie różne rodzaje aktywności w zakresie doradztwa chustowego: od indywidualnych konsultacji (osobistych oraz online), po pogadanki w szkołach rodzenia i współprowadzenie zajęć grupowych. W dobie lockdownu, bardzo popularne w całym środowisku chustowym stały się konsultacje wideo.
AS: Przed i w trakcie studiów uczyłam się w szkole kosmetycznej. Po zajęciach, wieczorami, zajmowałam się paznokciami. Z czasem, pozostając w sferze świata kosmetyki, zaczęłam zajmować się makijażem, a kiedy stał się bardzo popularny, pochłonął mnie całkowicie.

Czy napotkaliście na jakieś bariery (wewnętrzne, zewnętrzne)?

JP: Spotkanie ze świeżo upieczoną mamą czy rodzicami - przyznajmy - jest sytuacją delikatną i wymagającą wyczucia. Przed każdym takim spotkaniem staram się jak najlepiej przygotować (wywiad nt. oczekiwań i możliwości, ograniczeń, stanu zdrowia dziecka i samopoczucia matki, ich trybu życia itd.), aby jak najlepiej dostosować zaproponowane rozwiązania. Jest to jednak kontakt z drugim człowiekiem, 1:1 i zawsze może stać się coś nieprzewidzianego, na co nie jestem przygotowana. Dodaje to adrenaliny, bo moją główną rolą jest to, by zapewnić wszystkim poczucie bezpieczeństwa i dodać otuchy i odwagi.
AS: Oczywiście, że początkowy brak pewności siebie czy niedostateczna jakość kosmetyków nieco mnie krępowały, ale z czasem i doświadczeniem to wszystko odchodzi. Nie zapomnę, tej satysfakcji, kiedy po skończonej pracy, moja klientka zobaczywszy się, zaczęła płakać z niedowierzania że może być taka piękna. Wtedy sama się wzruszyłam :) Jest teraz moją najukochańszą i stałą klientką.

Co możecie przekazać osobom, które wahają się czy zacząć działać i korzystać ze swoich talentów?

AS: Praca zawodowa daje nam spełnienie, pewność i stabilizację. Ale w momentach zamęczania ważne jest, żeby mieć swoją „odskocznię”, coś zupełnie innego. Czasami może to być niespełnione marzenie z dzieciństwa, czasami coś, czego spróbujemy i całkowicie nas pochłonie – ważne, żeby dawało nam szczęście!

Agnieszka zaprasza do odwiedzenia jej profilu na Instagramie.