Stanie w miejscu na pewno nie pomoże w rozwijaniu i poznawaniu samego siebie. A kluczem do sukcesu jest właśnie poznawać siebie i przeciwstawiać się swoim lękom. Rozmowa z Patrycją Jachyrą, doradcą klienta indywidualnego i Patrykiem Mijalskim, których pasją jest muzyka.

image0

Jak odkryliście swój talent?

Patrycja Jachyra: U mnie wszystko zaczęło się od ojca. Również jest muzykiem, więc wszystko prawdopodobnie przyszło w genach.

Patryk Mijalski: Ja już jako mały dzieciak interesowałem się muzyką, a raczej narzędziami w jaki sposób się tą muzykę tworzy. Na początku to były garnki, patelnie, miski i firlejka, którą się uderzało w najpiękniejszą dla mnie perkusję świata. Mówię dla mnie, bo dla rodziców to musiała być udręka :D. A zapomniałbym! Już w przedszkolu mama mnie przebrała na bal przebierańców za Michała Wiśniewskiego – na bank mam gdzieś zdjęcie! :D Dodam jeszcze, że kiedyś grałem w kółku teatralnym - nawet wygraliśmy jakiś przegląd teatralny w Czarnkowie.

Od kiedy zajmujecie się muzyką?

PJ: Zajmuję się nią już 15 lat.

PM: Na poważnie muzyką zacząłem się interesować i zajmować w okolicach 2 klasy gimnazjum, miałem wtedy 14 lat i pamiętam, że za własne oszczędności kupiłem swoją pierwszą gitarę na allegro. Do tego elektryczną, tak że zacząłem z przytupem ;)

Kiedy odkryliście, że Wasze hobby może być czymś więcej?

PJ: W moim przypadku takim przełomem było przekroczenie murów szkoły muzycznej. To się po prostu czuję od razu, a potem muzyka staje się stylem życia.

PM: Dla mnie od zawsze muzyka była czymś więcej. Była ucieczką do innego świata – mojego świata. Otoczenie, które było dokoła, przestawało istnieć, znikały problemy, smutki. Dźwięki instrumentów i skupienie jakie się z tym wiązało, pozwalało się na maxa rozluźnić. Potem, gdy spotykaliśmy się i graliśmy razem ze znajomymi, to poczułem, że pasja może zamienić się w styl życia.

Czy najpierw odbiorcami była Wasza rodzina, przyjaciele?

PJ: Tak, rodzina na pewno. W szczególności rodzice. Trochę mi ich teraz szkoda, bo niestety musieli przecierpieć pierwsze lata mojego brzdękania.

PM: U mnie podobnie rodzina była na pierwszym miejscu, ale fun’u z nimi nie było. Fun to był dopiero z sąsiadami, jak wychodziłem z bloku i mijałem sąsiadkę na podwórku i ona zawsze chwaliła: „słyszałam jak grasz, bardzo ładnie i oby tak dalej”. Często to “bardzo ładnie” trochę mi nie pasowało, ale z drugiej strony zawsze mogła olać temat i nic nie powiedzieć ;)

Czy ktoś Was zachęcał, żebyście zajęli się muzyką na poważnie?

PJ: Swój rozwój i popchnięcie do tego, żeby zacząć myśleć o muzyce trochę poważniej podsunęli mi w głównej mierze moi pedagodzy i profesorowie, z którymi miałam styczność w szkole muzycznej.

PM: U mnie z kolei rodzina. Często wspominali, aby zająć się tym na poważnie. Tylko jak nastolatek może zająć się czymś na poważnie, skoro w głowie mu tylko dyskoteki i imprezy? :) Między znajomymi też rodziły się pomysły na projekty muzyczne, które – zawsze - kończyły się porażką z powodu braku determinacji.

Kiedy, w jaki sposób, podjęliście decyzję, żeby podzielić się tym, co robicie ze światem i zacząć działać nie tylko hobbistycznie?

PJ: U mnie poszło dość szybko. Po 3 latach nauki zostałam wysłana na pierwszy konkurs i reszta stała się formalnością.

PM: Natomiast ja zostawiam sobie jeszcze tą decyzję. Hmm…. może w tej dekadzie przyjdzie na nią czas?

Co Wam daje muzyka?

PJ: Dla mnie to przede wszystkim szansa na poznawanie nowych ludzi. Muzyka to też doskonały sposób na wyładowanie skrajnych emocji, zarówno tych dobrych jak i negatywnych.

PM: Poczucie własnej wartości – na pewno. To, że umiejętność gry na gitarze, na perkusji czy zaśpiewania czegoś - jest po prostu moje i nikt mi tego nie zabierze, bo nie ma jak.

Aby osiągnąć sukces nie zawsze musisz być na pierwszym miejscu. Schowaj dumę i buduj pokorę. Dzięki temu osiągniesz więcej.

Patrycja Jachyra

Czy zaczynaliście od jakiegoś innego instrumentu niż gracie teraz?

PM: Ja zaczynałem od akordeonu – ale szybko go porzuciłem. Później długa przerwa, aż do gitary. Kiedy miałem ją obcykaną, przyszedł czas na perkusję. Do czasu aż przyszła dorosłość i trzeba było zacząć pracować, jeżeli chciało się zarabiać. To zupełnie przestawia pewne wartości życiowe, to co dla człowieka ważne. To nie jest tak, że teraz gitara czy muzyka nie są dla mnie ważne, tylko mam świadomość, że gitara tak szybko nie spróchnieje, a pieniądze na drzewie nie urosną.

PJ: U mnie podobnie, też zmieniałam po drodze instrument. Zaczynałam od skrzypiec. Grałam na nich 7 lat. Później przerzuciłam się na altówkę i kontynuuję na niej grę aż do dzisiaj.

Czy po drodze napotkaliście na jakieś przeszkody w realizowaniu Waszej pasji?

PJ: Oczywiście. Z przeszkód zewnętrznych - ludzie, którzy nie wierzą w twoje możliwości i ciągły wyścig szczurów. A największa blokada wewnętrzna to utożsamianie się z opinią innych. Będąc muzykiem jesteś na świeczniku i każdy patrzy najpierw na Ciebie jako na potencjalnego rywala.

PM: U mnie podobnie, jedynym blokerem, jaki przychodzi mi na myśl, jest publiczność. Fakt, że występujesz przed kimś. W kółku teatralnym podobnie: często był problem ze stresem.

Podajcie największy sukces i porażkę. Czego Was nauczyły?

PJ: Trudno wymienić jeden, taki największy sukces. Każdy konkurs, koncert, nagranie płyty jest jakimś sukcesem większym lub mniejszym. Na pewno największym była nominacja do Fryderyków płyty, którą nagrałam z orkiestrą. Wnioski są takie, że aby osiągnąć sukces nie zawsze musisz być na pierwszym miejscu. Schowaj dumę i buduj pokorę. Dzięki temu osiągniesz więcej. Jeśli chodzi o porażki, to staram się ich nie pamiętać i raczej się nimi nie chwalę :)

PM: Przytoczę jedną sytuację, którą uważam za osobisty sukces, coś, z czego jestem dumny. Parę lat temu w starym kinie miało miejsce karaoke. I gdy zaczynałem śpiewać, DJ wychodził na fajkę, bo nie obawiał się, że będzie musiał ściszyć mikrofon. A po występie brawa za udany wykon. Tak, to, że ktoś miał z tego fun i mu się podobało - to daje najmocniejszą siłę, aby robić to, co się kocha dalej i nie przestawać wierzyć w siebie.

A za największy sukcesem uważam odkładanie za dzieciaka pieniędzy na gitarę, uzbieranie tych pieniędzy i jeszcze zakup za te pieniądze używanej gitary elektrycznej – coś świetnego!

O porażkach lepiej nie mówić ;)

Co możecie przekazać osobom, które wahają się czy zacząć działać i korzystać ze swoich talentów?

PJ: Miałbym jedną radę: Jeśli nie spróbujesz, to nie dowiesz się, czy to jest dla Ciebie. Próbując, nic nie tracisz.

PM: Mogę powiedzieć, że stanie w miejscu na pewno nie pomoże w rozwijaniu i poznawaniu samego siebie. A kluczem do sukcesu jest właśnie poznawanie siebie, przeciwstawianie się swoim lękom, nieoglądanie się na innych, a następnie czerpanie z tego korzyści w postaci pozytywnych myśli. Tak na marginesie, to z chęcią zacytuję tekst piosenki HappySad: „(...) cały ten świat potrzebuje psychologa” :)