Robiąc to, co kochasz, nie masz nic do stracenia. Rozmowa z Arlettą Boruczkowską, koordynatorem ds. obsługi klienta, która na co dzień zajmuje się wsparciem klientów i koordynowaniem zespołu oraz Dominiką Sadłowską, doradcą klienta, dbającą o klienta indywidualnego. Arletta po godzinach nadzoruje działanie rodzinnej pasieki, a Dominika rozwija swoją pasję związaną z tworzeniem słodkich przysmaków.

pani2
pani1

Dziewczyny, jak odkryłyście swoją pasję?

Arletta Boruczkowska: Zajęłam się pszczelarstwem z chęci pomocy tacie.
Dominika Sadłowska: U mnie z kolei “inicjatorką” była mama - kiedy miałam 15 lat złamała nogę, a ktoś musiał przygotować słodkości na święta ;) i tak się zaczęło!

A kiedy zaczęłyście?

AB: Pszczelarstwem zajmuję się od 5 lat.
DS: U mnie sprawa z wypiekami trwa dwa razy dłużej - od mniej więcej 10 lat.

Kiedy odkryłyście, że to Wasze hobby może być czymś więcej?

AB: Od kiedy poszłam do szkoły pszczelarskiej :)
DS: Wszystko zaczęło się od rodziny. Pierwsze pochwały i satysfakcja, że to, co przygotowuję im smakuje.

Ale najpierw odbiorcami była rodzina i przyjaciele?

AB: Owszem. Najbliżsi zawsze mi kibicowali.
DS: Oczywiście, to oni mnie wspierali i zachęcali do dalszego działania.

Kiedy, w jaki sposób, podjęłyście decyzję, żeby podzielić się Waszymi pasjami ze światem i zacząć działać nie tylko hobbistycznie?

AB: Stwierdziłam w tym roku na wiosnę, że jest to takie ciekawe i tak mnie to pasjonuje, że chcę się swoim zainteresowaniem dzielić z innymi. Stąd powstał fanpage na Facebooku „Boruczkowscy. Prawdziwy Miód”.
DS: Zadziałała motywacja moich bliskich. Wszyscy domownicy chwalili moje wypieki, stwierdziłam, że może czas zrobić to na większą skalę i podzielić się nimi z innymi.

Odwagi, odwagi i jeszcze raz odwagi. Nic nie jest takie trudne, jakim się wydaje!

Arletta Boruczkowska

Co Wam daje podjęta działalność?

AB: Relaks przy obcowaniu z naturą. Jednocześnie trzeba myśleć, aby nie zrobić za dużo ani za mało. Cały cykl rozwoju należy mieć w głowie i żyć zgodnie z pogodą i kalendarzem. Tak – jestem dumna, że jestem pszczelarką :) Oczywiście, że przynosi mi to zysk, ale wszystko inwestuję w kolejne ule i nowoczesne sprzęty, aby ułatwić pracę nie tylko sobie, ale i całej rodzinie.
DS: Mam bardzo podobnie - pieczenie jest dla mnie formą relaksu, odstresowania się po całym dniu pracy. To dodatkowy wysiłek, ale połączony z przyjemnością jedzenia.

Czy modyfikowałyście coś podczas rozwijania Waszych pasji?

AB: U mnie podejście zmienia się cały czas, bo cały czas się uczę. Można powiedzieć, że jest dynamicznie, a na nudę nie mogę narzekać.
DS: Ja zaczynałam od prostych przepisów, poszukiwanych w internecie. Teraz czuję się dużo pewniej w świecie słodkości - traktuję to jako zabawę, modyfikuję, próbuję, ale też kreuję swoje własne przepisy.

A czy po drodze napotkałyście na jakieś przeszkody (wewnętrzne, zewnętrzne)?

AB: W moim przypadku największym wyzwaniem jest wieczny brak czasu ;)
DS: Chyba jestem szczęściarą, bo raczej nie czułam przeszkód. Nazwałabym to raczej wewnętrznymi blokadami, bo czasami zdarzało się, że trochę się bałam, że nie sprostam wymaganiom osoby, która zamawiała wypiek.

Podzielcie się swoimi największymi sukcesami, ale opowiedzcie też o porażkach. Czego one Was nauczyły?

AB: Sukcesy w moim mniemaniu to pochwały mojego fanpage, wystąpienie w reportażu w TVP INFO, przejęcie jako trener zajęć praktycznych w szkole, w której się wciąż uczę, wychowanie własnych matek pszczelich. Nauczyło mnie to, że wszystko można :)
DS: Największy sukces to chyba tort weselny - byłam z siebie wtedy bardzo dumna, to duży i pochłaniający czas wypiek. Porażek i podknięć było dużo, zawsze frustrowały mnie przez chwilę, ale potem motywowały do podejmowania kolejnych prób.

Co możecie przekazać osobom, które wahają się, czy zacząć działać i korzystać ze swoich talentów?

AB: Ja mam jedną radę: odwagi, odwagi i jeszcze raz odwagi. Nic nie jest takie trudne, jakim się wydaje.
DS: Pełna zgoda! Od siebie dodam jeszcze, że nie ma się tak naprawdę nic do stracenia, ale wiele jest do zyskania!