Lubię czuć chwilowy dyskomfort, tworzyć wyjątkowe miejsca pośród przyrody, a potem opuszczać je i zostawiać w takim stanie, jakby nigdy nikogo tam nie było. Arkadiusz Domiter, doradca klienta, który na co dzień wspiera technicznie i odpowiada na potrzeby klientów, a prywatnie pasjonuje się survivalem.

portret2

Jak odkryłeś swój talent?

W szkole średniej zorganizowałem wyjazd w moje strony, na który zaprosiłem sporo znajomych. Jest to miejsce pozbawione wszelkich udogodnień. Znaleźliśmy miejsce, gdzie mieliśmy założyć swój obóz. I wtedy uświadomiłem sobie, że wiedza, która dla mnie jest oczywista, dla większości osób, wcale nie musi taka być.

Od kiedy interesujecie się survivalem?

Od dziecka dużo czasu spędzałem w warunkach dzikiej przyrody. Dużo więcej czasu spędzałem w lasach czy górach, przy których miałem przyjemność mieszkać, niż na placach zabaw czy boiskach.

A kiedy odkryłeś, że Twoja survivalowa pasja może być czymś więcej?

Dopiero kiedy zacząłem czytać odpowiednią prasę czy oglądać filmy osób, które mają podobne zainteresowania. Wtedy zauważyłem, jak dla wielu z tych ludzi to styl życia, a nie tylko chwilowa „zajawka”. Niestety tzw. survival w Polsce nie był mocno rozpowszechniony medialnie. Dopiero, jak rozpoczęto emisję takich programów jak np. „Szkoła przetrwania”, zaczęto zmieniać mentalność, że do lasu czy w góry, bardziej odpowiednia jest odzież techniczna niż „ciuchy, które możemy ubrudzić”.

Z kim dzieliłeś swoją pasję? Z rodziną, przyjaciółmi?

Zdecydowanie z przyjaciółmi. Są na szczęście osoby w moim otoczeniu, które nad luksusowe hotele, drinki przy basenie czy szwedzki bufet, przekładają ognisko, namiot i kilkugodzinny marsz – a to atrakcje, które zawsze mogłem zaproponować.

Sporo młodych osób - a ja wśród nich - ma skłonności do obwiniania wszystkich za rzeczy, które im nie odpowiadają. Teraz zdecydowanie uważam, że zmiany zawsze należy zaczynać od siebie.

Arkadiusz Domiter

Czy ktoś Cię zachęcał, żeby survivalem zająć się na poważnie?

Kiedyś często znajomi żartowali, że powinienem założyć własny obóz przetrwania np. dla nastolatków. Chociaż obawiam się, że rodzice wysyłaliby swoje pociechy raczej za złe oceny niż w nagrodę ;)

A tak całkiem poważnie, to tak – zostałem namówiony ostatnio na prowadzenie bloga.

Kiedy podjąłeś decyzję, żeby podzielić się swoją pasją ze światem i zacząć działać nie tylko hobbistycznie?

A dokładnie miesiąc temu! Kiedy pod wpływem chwili uświadomiłem sobie, że przecież moja praca od dawna daje mi możliwości podróżowania w weekendy i praktykuję to dwa razy w miesiącu. Jednak zdecydowałem się wreszcie, że chcę to dokumentować i opisywać w swoim blogu, który jest w trakcie projektowania i zbierania materiałów. Kto wie, może kiedyś ten blog zamieni się w mój sklep z produktami, które będą musiały mieć mój autorski certyfikat ;)

Co Ci daje Twoja pasja?

Przyciąga mnie przede wszystkim magia przyrody. Uważam, że moje nawyki są już mocno splecione właśnie z naturą. Lubię zimny prysznic (nie, nie ze względu na oszczędność :), a kawa bardziej smakuje mi z termosu niż ze Starbucksa. Lubię czuć chwilowy dyskomfort, lubię tworzyć wyjątkowe miejsca pośród przyrody, a potem opuszczać je i zostawiać w takim stanie, jakby nigdy tam nikogo nie było. Wszyscy miłośnicy gór zgodnie twierdzą, że widok z dołu w żaden sposób nie może się równać z tym, jaki ukazuje się naszym oczom na górze.

Czy modyfikowałeś coś po drodze? Zaczynałeś od czegoś innego niż teraz robisz?

Oczywiście, że tak. Im jestem starszy, tym bardziej brnę właśnie w tą magię „przetrwania”. Nie polega to już dawno na rąbaniu drewna, rozpaleniu ogniska zapalniczką i postawieniu namiotu. Wszystko polega na tym, aby zabrać jak najmniej, a mieć jak najwięcej.

Lubię prowadzić dyskusje ze znajomymi na temat tego, co jest konieczne do zabrania na przyszłą wyprawę i chwalenie się tym, że nasz spakowany plecak jest finalnie najlżejszy ;)

Czy napotkałeś na jakieś przeszkody w rozwijaniu swojej pasji?

Zdecydowanie zewnętrzne. Pochodzę z bardzo małej miejscowości, która była otoczona górami. Niedawno mieszkam na terenie Poznania. Wielkopolska jest krainą rozległych pól i łąk, które w dolinach przedzielone są wielkimi obszarami lasów. Do gór mam trochę dalej niż zwykle… Ale można szukać powodu albo sposobu. A ja zdecydowanie wolę to drugie :)

Podaj największy swój sukces i porażkę. Czego Cię nauczyły?

Moim największym sukcesem jest to, że mogę przede wszystkim spełniać swoją pasję i zdaję sobie sprawę, że z tego powodu, mogę nazywać się szczęściarzem. Cieszę się, że widzę w tym niesamowity potencjał. Wierzę głęboko w to, że mogę w przyszłości przekazać to, co w mojej rodzinie było przekazywane z pokolenia na pokolenie. Chciałbym kiedyś mieć pamiątkę z wypraw i jednocześnie mam nadzieję, że może znajdzie się ktoś, kogoś to zainteresuje albo komuś pomoże.

Porażek, choć wolę wyrażenie „nowych doświadczeń”, było mnóstwo! Jak byłem nastolatkiem, to wybrałem się na dłuższą wypraw. Na mapie mieliśmy zaznaczony budynek (nasze potencjalne schronienie), który potem - jak się okazało - istniał tylko na tej właśnie mapie. Mapę kupiliśmy w bardzo starym kiosku, była stara i spłowiała, ale sprzedawca twierdził, że to od słońca. Koc z foli polietylenowej, czyli tzw. ratunkowy sprawił jednak, że ta noc okazała się całkiem znośna. Bez niej byłoby to mocne wyjście ze strefy komfortu :) (ufff jak dobrze, że teraz mamy GoogleMaps!)

Od tamtej pory nie wyobrażam sobie wyprawy bez mojego „zestawu ratunkowego”, który zajmuje sporą część plecaka. Ciekawą rzeczą jest tylko to, że on stale się powiększa!

Co możesz przekazać osobom, które wahają się, czy zacząć działać i korzystać ze swoich talentów?

„Bądź zmianą, którą pragniesz ujrzeć w świecie” M.K Gandhi

Ten prosty cytat bardzo do mnie przemawia. Sporo młodych osób - a ja wśród nich - ma skłonności do obwiniania wszystkich za rzeczy, które im nie odpowiadają. Teraz zdecydowanie uważam, że zmiany zawsze należy zaczynać od siebie.

Uważam, że odkładanie swoich marzeń czy celów na tzw. odpowiedni moment, nie jest rozwiązaniem, które bym polecał. Często myślimy, że jak poczekamy, to będziemy w przyszłości bardziej przygotowani, lepiej zabezpieczeni, wykonamy coś lepiej czy bardziej dokładnie. Teraz wiem, że nigdy nie będziemy “naprawdę” w pełni gotowi, aby zacząć coś nowego. Najlepszy moment to właśnie ta chwila!